leżę naga
słońce prześwietla pergamin mego ciała
rozżarza wyprutych
żył ciemne obiegi
spisane krwią mijania dzieje
ciepłym dotykiem kochanka
wymazuje do czysta rękopisy skóry
piersi pokrywa od słowa do słowa
niczym skryba nanosi wciąż nowe fabuły
pod znakami zapytania znikają odpowiedzi
pod wielokropkami zmieniają się sensy
leżę naga
słońce wyświetla rękopis mego ciała
w pergaminie skóry wypala nieskończoność
jestem jak niezrozumiały palimpsest
pod teraźniejszością skrywam przeszłości spadek
przebijają się na mnie wszelkie stenogramy
zapis smaków, ust, rozmów, myśli, dłoni, zdarzeń
brudnopisy waszych drżących pragnień
zanim nocą spłonę wymazując łzami słowo po słowie
ty rozczytaj się we mnie warstwa po warstwie






